Pożegnanie z Meksykiem
24 sierpnia
Plaża? Tak. Rano robimy sobie spacer plażą, dopóki słońce nie zaczyna świecić w sposób okrutny. Potem znów leżenie. Kwestia jest taka, że jesteśmy tutaj całkiem nietypowi - i rozpoznają nas nawet w samych kąpielówkach. Ciekawe po czym? Gdy myjemy się pod prysznicami albo w toaletach, wyganiają nas, bo nie jesteśmy gośćmi hotelowymi. Parę razy ledwo się powstrzymałem przed meksykańską masakrą, albo przynajmniej zrobieniem kupy przed toaletą. Pisać, pisać. Spokój! Spokój! A do dupy z tym wszystkim. Do dupy? Acha...
"Wierszyk do dupy"
Leżymy już dzień czwarty
Na plaży - ciepłe trupy
Brak sił, by zagrać w karty
I strasznie bolą dupy
Tak - dupy, taka prawda
I słów tu się nie bójmy
Wszak słowo to od dawna
Już nie przynosi ujmy
Bo cierpi dupa strasznie
Czy siedzę, czy też leżę
W plażowym mym marazmie
Jak gdybym spał na jeżu
O wczasowicze biedni!
Tak dupom ich współczuję
Przez dwa tygodnie średnio
Swą każdy maltretuje
A my tu już dzień czwarty
Już się wytrzymać nie da
Wiersz - może nieco marny
O dupie? To się sprzeda
Blacha uparcie szuka muszelek, który tam nie ma wcale. Wyprowadziły się? Wieczorem jego trud jest nagrodzony - znajduje 20 dolarów. Będzie mógł sobie kupić muszle. A o co zakład, że kupi alkohol?
25 sierpnia
Jakoś to mija... Rano znów spacerek, wyjazd do miasta na obiad, parę wizyt w marketach... wstyd, ale to prawda. Za to ile wierszyków... Kobiety na warsztacie i moje subiektywne spojrzenie na dwa gatunki tych stworzeń, zamieszkujące inne habitaty.
"Dziewczyna z gór"
Poznałem dziś dziewczynę
Zapadłem - mówiąc w skrótach
Choć miała butną minę
I miny miała w butach
Ta buta - to pozorna
Jam dumny z niej jak rodzic
Mówiła, że Perć Orlą
Przebiegła w osiem godzin
Jej stopy wielbić chciałem
Lecz butów zdjąć nie chciała
Wielbiłem więc, co miałem
Doliny jej cud ciała
Odziane w gore - texy
Co w trzech kolorach tęczy
Ach jakże była sexy
W tym deszczu na przełęczy
A kiedy dzień nadejdzie
Że zdejmie dla mnie buty
To wiele znaczyć będzie
Że nie robiłem skrótów
"Dziewczyna znad morza"
Poznałem dziś dziewczynę
Jak sen, spełnienie marzeń
Jak na ekranie w kinie
Poznałem ją na plaży
Poznałem ją dziś całą
Bo cóż na plaży robić?
Nie była zbyt nieśmiała
Nie miała nic na sobie
Jej obraz widzę we śnie
I tutaj też zachwyca
Śnię, że przede mną zechce
Zakrywać tajemnice
Ubierać się powoli
Po sweter, kurtkę, szalik
I zapiąć się pozwoli
Ach, jakże mnie rozpali
Gdy szalem ją owinę
I czapkę dam na głowę
Pokocham tę dziewczynę
I ją rozbiorę znowu
Wrażenia? Ano nic. Przez ten upał próbuję trochę umrocznić moją twórczość, może mi się chłodniej zrobi. Taki jest fakt - zanurzam się w swoje wnętrze i tam sobie wędruję. Kolejny efekt - mroczny jak karczma "Pod Zatrutym Jabłkiem":
"Igrzyska Pandemoniczne"
W dzień pochmurny grudniowy zaświstały niebiosa
Co szarością tuliły dzień krótki
Wstawać zmory, upiory, rozplatajcie swe włosy!
Ostrzcie szpony, pobudka! Pobudka!
Szarość bramy rozwarła dla widziadeł, straszydeł
Tak nieludzki rozpoczął się wyścig
Szczękiem kłów i pazurów złych napełnił się wicher
Najjaśniejsze sczerniały umysły
Demon gonił demona przepychając się z krzykiem
Każdy chciał pierwszy dopaść do celu
Wiatr był wszędzie i nigdzie, robił uniki dzikie
Dzień był jakich nawet w grudniu niewiele
Okna szczelnie zamknięte, mimo to w dłonie chłodno
Oczy krwią nabiegają czerwono
Na postronku zawisnął, z losem swym wreszcie zgodny
Samobójca - żer dla demonów
Nie nie, to nie o sobie. Ja chcę żyć. Naprawdę. Już mi przechodzi... Przecież jutro wyjeżdżamy.
26 sierpnia
Lecimy do domu! Ostatnie traumatyczne przeżycia na plaży zatarły trochę pozytywny obraz Meksyku, acz przecież on wróci. Najwyższe szczyty w życiu zdobyte, największe miasto przewędrowane, pyszne jedzenie, mili ludzie, ciekawe spotkania, krajobrazy, piramidy, dżungla, piękne kobiety, a - i plaża... Kolejną wyprawę życia uważam za zamkniętą.
