Plażowania ciąg dalszy
Budzę się i... ach tak, znowu plaża. Jadę do miasta. Tutaj atrakcją są spacery w hipermarkecie - klimatyzacja, promocje. Ale to szczęście długo nie trwa, trzeba wracać, wspomóc Blachę w plażowym wygnaniu.
Oj, zionę nienawiścią. Fakt. Nie stać nas na pojeżdżenie po okolicy, trzeba czekać na samolot. Ale co mnie tak boli? Sam upał? Nie... to sprawa bardziej złożona - po pierwsze - ogólne burżujstwo. Taki kontrast jaki widzę pomiędzy pueblami w górach, a tymi pięciogwiazdkowymi molochami razi moje oczy. Blacha był w Cannes i mówi, że ten europejski super kurort chowa się w porównaniu do Cancun. Cóż jeszcze? Ludzie, którzy przyjeżdżają nad morze i kąpią się w basenie - śmieszą mnie. Może im zazdroszczę? Nie, raczej nie. Spędzanie czasu w takim kurorcie polega albo na wylegiwaniu się na plaży albo na wydawaniu pieniędzy. A ceny... Zabijają. Jedzenie - chleb i mleko w sklepie spożywczym położonym koło plaży kosztuje 3 razy drożej niż gdzie indziej. Studiowałem turystykę, pamiętam zajęcia z socjologii turystyki i dyskusję o wpływie turystyki masowej na odwiedzane miejsca. Miejscowi są szczęśliwi - mają pracę, przyjezdni są szczęśliwi - mają wypoczynek. Ale miejsce traci swój lokalny koloryt i staje się jednym z elementów globalnej wioski. Studiując turystykę zostałem wyszkolony do organizowania masowej turystyki - i stałem się jej największym wrogiem.
Trzeba ochłonąć. Na chwilkę do wody i pisać. Zdjęcia robić. Tyle dobrego, że wyrobiłem w sobie psychiczny zakaz nudzenia się - i cieszę się, że mam wreszcie czas na pisanie i czytanie. A potem, w ramach przerwy ubieram czapkę, rękawiczki, czołówkę i uzbrojony w dwa czekany chodzę po plaży i obserwuję reakcję ludzi. Ależ są zblazowani, chyba myślą, że coś sprzedaję. Ja wam pokażę!( w myślach przynajmniej - i na papierze)
"Meksykańska masakra narzędziem górskim czyli alpinista na plaży"
Przede mną spore wyzwanie
O większym poeta nie marzy
Jak opowiedzieć ciekawie
O dniach spędzonych na plaży?
Czy turkus wody opiewać?
Czy fal szum nieustający?
Czy hymn na cześć kobiet wyśpiewać?
Czy wrzeszczeć, że mi gorąco?
Trzeciego dnia wziąłem czekan
(dzień żarem tchnął i spokojem)
I w ciało grube jak beka
Wbiłem aż po rękojeść
Następnie rzuciłem rakiem
(zwykle go noszę na bucie)
I poszybował rak ptakiem
I spowodował ukłucie
Drugiego z mocą cisnąłem
Frunął pierwszego śladem
Cieszyłem się, że go wziąłem
Rozorał komuś pośladek
I w czapce i w rękawiczkach
Z czekanem w ręku skrwawionym
Dawałem znak wczasowiczkom
Jak bardzo jestem znudzony
Walczyłem z gromadą yetich
(na plaży też jest ich masa)
Mój czekan bił jak rakieta
Krew zaś wsiąkała w piasek
Wreszcie ratownik rozsądny
Wywiesił flagę czerwoną
Jak na złość wszedłem do wody
Opłukać ciało zmęczone
Przede mną wielkie wyzwanie
Od kilku dni mrę w marazmie
Wzrok spoczął znów na czekanie
To groźna rzecz - wyobraźnia...
