Cancun wczasowa stolica Meksyku
Około 12 jesteśmy w Cancun. Wczasowa stolica Meksyku. Mnóstwo europejskich białasów w klapkach. Jest gorąco, wilgotno, drogo i na plażę daleko.
Wtedy po raz pierwszy poważnie zastanawiam, jakim cudem ludzie płacą grube pieniądze za spędzenie dwóch tygodni w tym nieprzyjaznym środowisku. Ta myśl ma mi towarzyszyć przez kilka następnych dzionków.
Ale, ale... Jak już dojeżdżamy na plażę, to jestem szczęśliwy - woda jest błękitna jak w folderach, niebo takież - a ja jeszcze czegoś takiego w życiu nie widziałem (nad Morzem Czarnym plaża była z kamieni). Rozkoszuję się moczeniem dziennym w cieplutkim oceanie.
Rozkładamy się w cieniu pod murkiem. Czytanie, pisanie, leżenie - z przerwami na pozornie chłodzącą kąpiel. I tak to będzie trwać... Dzięki temu zapisuję w Meksyku cały zeszyt utworków. Próbka? Proszę bardzo, limeksyk:
Limeksyk gorący
Pewien Meksykanin z Cancun
Hodowlę posiadał był kun
Robił z nich futra, kołnierze
Na meksykańskiej riwierze...
Więc manko miał co rok jak w banku
No tak, upał... Będąc parę tygodni wcześniej w Szkocji marzyłem, żeby się wygrzać. Już mi przeszło... Próbuję opisać temperaturę słowami:
"Upał"
Jak przedstawić w słowach upał?
Kap kap kapie pot
Do oczu
Tup tup człapie kot
Nie poczuł
Jak mu mysz sprzed nosa pierzchła
Za nic ma kolację krzepką
Bo jest lepko
Do ciał kleją się koszule
Gdy w asfaltu grzęźniesz mule
Nad asfaltem zaś miraże
W drżących mienią się pejzażach
Lepko lepko
Pot zalepia mi powieki
Wiatru nie ma
Powietrze oklapło - czeka
Otoczyło w krąg człowieka
Lepko lepko
Chcę przedstawić w słowach upał
Ale mi długopis upadł
Nie podniosę
Bo się spocę
Może nocą?
Wieczorem idziemy spać, a właściwie, co będziemy chodzić gdzieś, po prostu robimy sobie posłanie..., a co będziemy coś robić - jest tak gorąco, że po prostu zmieniamy pozycję... a co będziemy zmieniać, leżymy jak leżeliśmy. W nocy czeka nas ciekawostka - na plaże wyłazi szylkret - znaczy szylkretowa i zaczyna składać jaja. Patrzymy na to zafascynowani. Natychmiast pojawiają się jacyś goście, pozujący na ekologów i pakują jaja do wiadra, tłumacząc, że to żeby chronić je przed zadeptaniem na plaży. No, cóż, wychodzą z jednego z hoteli... Ja nie wiem, ale pewnie rano jakiś nadziany gość chętnie zapłaci za nietypową jajecznicę (jak mu jeszcze wmówią, że to stary majowski środek na potencję). W każdym razie brakowało tylko głosu Krystyny Czubówny.
