Wycieczka na targ
Niedziela. Dzień Święty. No to święcim. Właściwie to od rana podjadamy, potem jadę z Blachą, Marcinem i Ivy na zebranie Świadków Jehowy. Dla mnie to przede wszystkim lekcja języka, pogadanie z paroma miłymi ludźmi. Sama religia to temat na osobną rozprawkę. W skrócie - oczywiście zacięcie dyskutowałem z Blachą na temat wszelakiego fanatyzmu religijnego i stu interpretacji tego samego tekstu, ale z mojej obserwacji wynika, że są gorsze rzeczy niż przynależność do ekipy ŚJ. Aczkolwiek kilka wierszyków napisałem, bo temat ogólnie jest szeroki i natychający. No i proszę, taki natchniony mi wyszedł, w stylu Kaczmarskiego (z którego poglądami się częściowo zresztą zgadzam):
"Biblikon"
Odczytują Świętą Księgę
Na sposobów jedenaście
Słowo "Bóg" wcierają w gębę
Specjaliści od namaszczeń
Człowiekowi, co los dźwiga
I nie myśli o niebycie
Każą w pas przed rzeźbą dygać
A dla słów poświęcać życie
Ci co wiedzą znacznie lepiej
Gdzie wskazuje boski palec
Tchną pogardą widząc ciebie
Plują na twe sprawy małe
Zaś ten, który jest nad nami
Brwi podnosi dobrotliwe
Bawcie dzieci się, ja z wami
Wam pomogę niewątpliwie
Świętą Księgę odczytuje
Każdy sobie sam od wieków
W słów oparach wegetując
Zapomina o człowieku
Wieczorem jedziemy na targ z Marcinem i Ivy. Na targu widać sporo osób w koszulkach z napisem "Polska". No proszę - podobno jakaś znana firma wzięła to sobie za motyw przewodni jakiejś serii ubrań. Ogólnie to tłok, klaustrofobii tłumnej dostaję. Wreszcie urywam się z zakupów i obserwuję sobie klauna - który nie jest może mistrzem w swoim fachu, ale za to ma liczną i żywiołowo reagującą grupę wielbicieli. Zastanawiam się, czy by Blachy nie wystawić do takiego zarabiania - pewnie wzbudziłby entuzjazm, ma talent chłop... Ludzie sobie tutaj radzą - niedawno widzieliśmy dwóch młodziaków, którzy robią fikołki na potłuczonym szkle w metrze. Przynoszą szkło zawinięte w koszulę, rozkładają to na podłodze w pociągu i jazda. O ślepcach grających na mandolinach i sprzedawcach kalkulatorów nie warto wspominać.
Na targu kupujemy kawę, a na kolację wcinamy jakieś serowe papu zawinięte w palmowe liście. Specjalność z Chiapas. Dobre.
Aby nie mieć poczucia zmarnowanego dzionka kłócę się z Blachą na tematy religijne - zresztą prawie codziennie zanim wstanie przeglądam jego broszurki i szukam kontrowersji, wiem, wiem, dupa ze mnie nie prowokator - w tym miejscu przepraszam Blachę, ale jak to i jemu mówiłem, inteligentna dyskusja rozwija umysł i ciętość języka. Tak jak rabini dyskutowali o Talmudzie. Spróbuje przekonać mnie, będzie miał garść przećwiczonych argumentów na przyszłość. A ja mam temat do pisania. Więc piszę - wierszyki, bo co mi pozostaje? Takie poważniejsze też mogę czasem skrobnąć, no nie?
"Opium dla Najwyższego"
Jadłem z protestantem, piłem z szamanistą
Miałem chwile szczęścia pośród katolików
Muzułmanin pewien dzielił ze mną wszystko
Nie wahałem się ręki podać bezbożnikom
Anglikanin w Anglii raz mi bardzo pomógł
Przyjaciół mam kilku także wśród buddystów
Hinduista zaprosił mnie do swego domu
Mój ojciec zaś twierdzi, że jest ateistą
Tak więc jeśli Bóg istnieje
To się pewnie głośno śmieje
Z tego, co się tutaj dzieje
Albo może jest ich kilku
Patrzą wciąż na siebie wilkiem
I bardziej gorzknieją
Jehowa się gniewa, Budda niecierpliwi
Allach ciska gromy w hinduski panteon
A ja z protestantem piję dzisiaj piwo
W knajpie gdzie żydowski gra nam akordeon
Bogowie nas szczują przykazań szeregiem
Chcą wzajemną na nas nienawiść swą przelać
No ale co jeśli Bóg jest tylko jeden?
Albo nie ma wcale? Czy mam dalej strzelać?
No bo jeśli Bóg istnieje
To się chyba głośno śmieje
Z tego, co się tutaj dzieje
No a jeśli jest niejeden
Pytam sobie co dzień biedę
Mym ciągłym wątpieniem
Co zaś, jeśli nie ma wcale
Czy mam w wyuzdania szale
Nie szukać go dalej?
