meksyk

Wycieczka do Mexico City

Rano jesteśmy na Dworcu Mexico Ciudad Central del Norte i czekamy na Marcina. Wokół największe miasto świata, więc nie chcemy zgubić się w tłumie. Posadzki dworca świecą się jak psu ważne części ciała - bo non stop (a patrzyliśmy na to dobrych kilka godzin) ktoś je poleruje. Jakbym ja miał taką pracę, to bym zwariował albo został filozofem (co czasem może być jednoznaczne). W takim miejscu jak dworzec można tylko obserwować - co też czynię. Są Indianie, biedni, bogaci, gringos, turyści... No Meksyk jednym słowem.

Wymieniamy uwagi z Blachą, a jakiś czarniawy gość zagaja po angielsku czy jesteśmy może z Francji. Mówię, że nie, a on chwali: "dobrze mówisz po angielsku". No to odpłacam mu szczerym komplementem: "ty też". Na co on: "Bo ja jestem ze Stanów". Olala, ale gafa.

Aczkolwiek rozmowa rozwija się w ciekawym kierunku. Gość jest z Teksasu, a ja, z wrodzonej (lub nabytej) przekory zapytuję o jego stosunek do byłego gubernatora tegoż stanu, obecnie aspirującego do miana gubernatora świata. Mówi, że popiera, a ja opowiadam, co wiele inteligentnych osób w Europie myśli o panu G.B. Nie ukrywam też swojego zdania. Potem płynie jeszcze fajniej - przez politykę przechodzimy do religii - bo według naszego nowego znajomego jest absolutnie powiązane. Biblia mówi, że Ziemia Święta jest Wybrana - razem z narodem zresztą i że kto ich popiera, ten zasługuje sobie na zbawienie. I takim sposobem Izrael dostaje kasę na czołgi z błogosławieństwem Biblii. Dla Amerykanina jest to oczywiste. Mówi, że Bush trzyma terrorystów za mordę i tak jest dobrze. Cytuję mu Kapuścińskiego i jego opowieści o bananowych republikach i polityce USA z nimi związanej. Pytam, co sądzi o zdaniu, że państwo amerykańskie jest największym terrorystą na świecie.

No dobra, przekora... Fakt, że za Stanami nie przepadam, ale przede wszystkim moją życiową ideologią jest cytat z Graucho Marxa - "O cokolwiek chodzi, jestem przeciw". Dla ciekawszej rozmowy mogę podszyć się nawet pod antysemitę.

Zagajam prowokacyjnie, że Biblia to przecież tylko zbiór legend żydowskich a Ziemia Święta to kawałek pustyni. Blacha jako Świadek Jehowy też włącza się do dyskusji z jeszcze innym zdaniem. No rewelacja - swoją drogą obaj wyczytali zupełnie inne rzeczy z tej samej książki. Słucham i nie wierzę - kolega twierdzi, że tak samo myśli większość Amerykanów (i tu potwierdza się zasłyszana wiadomość, że USA to najbardziej religijny kraj świata) - no i wyjaśnia się biblijna retoryka wystąpień publicznych - która u nas nie jest zbyt popularna. Czy u nas prezydent odwołuje się do Boga? Jakoś w naszej zeświecczonej europejskiej społeczności, w której było już tylu niedowiarków, wycieranie sobie gęby postacią demiurga nie jest w modzie. A w Stanach? Norma. Poza tym Amerykanin twierdzi, że katolicy to nie chrześcijanie - taka nomenklaturowa ciekawostka. Pytamy dlaczego - chodzi mu o kult świętych i ogólne nie stosowanie się do zasad biblijnych.

Ale polityka? No tak - skoro USA wspomaga Izrael, to w zamian otrzymuje wsparcie od samego Stwórcy i może być żandarmem świata. Krucjaty mają bezpośrednie, zaświadczone na piśmie (Biblia) błogosławieństwo od Najwyższego - więc sprawa jest słuszna. I wszyscy mają udział w zyskach. Religia, ekonomia i polityka w jednym.

Chciałbym pogadać jeszcze z jakimiś Amerykanami. Ta nacja wydaje się jeszcze ciekawsza niż pogłoski o niej. Nasz kolega opowiada jeszcze o tym, że Meksyk jest strasznie niebezpieczny i że jeśli wyjdziemy na ulicę po 20, to na pewno wrócimy z nożem w plecach.

A potem przyjeżdża po nas Marcin ze swoją Ivy i do końca dnia wypoczywamy na burżujskiej hacjendzie, jedząc tortille z serem i popijając piwko z maggie, tabasco, solą, salsą i czym tam jeszcze.

Generalnie jest fajnie. Szczęśliwym - chata jest wygodna, mamy gdzie spać, gdzie się umyć i gdzie upichcić. Ja tu o rzeczach przyziemnych, a w głowie grają słowa Amerykanina. Tak ciekawych teorii dawno nie słyszałem. Wierszyk powstał, oczywiście. I to niejeden, natchniony różnymi spojrzeniami na boga, Biblię i inne elementy duchowe:

"11 sierpnia 2004"

Meksyk, stacja Central del Norte
Przysypiamy we dwóch w poczekalni
Czarnooka Indianka "las tortas!"
Krzyczy bezskutecznie nachalnie

Ja znów śnię o dalekich podróżach
Mój przyjaciel Artur o piwie
Rozmawiamy półgębkiem niedużo
Że ten świat jednak ciągle zadziwia

Potem ktoś się do nas dosiada
Gość ze Stanów - opowiadaj amigo
Więc ciekawie nam gość opowiada
Jak połączyć politykę z religią

Opowiada o biblijnym przekazie
W który cały naród ich wierzy
Gospodarka w religijnej ekstazie?
Uduchowić kapitalizm należy

Opowiada, że ludzi się boi
Sprzeciw we mnie natychmiast się budzi
Bo jak można - nie mogę pojąć
Kochać Boga a nie kochać ludzi

Meksyk, stacja Central del Norte
W poczekalni we dwóch przysypiamy
Każdy w życiu ma swój kąsek tortu
Na następny kawałek czekamy